

Tegoroczny „sezon pielgrzymkowy” Stowarzyszenie Rodzin Katolickich rozpoczęło wczesnym rankiem 25 kwietnia, jak zwykle w sobotę.
Pierwszym miejscem, do którego dotarliśmy był kościół klasztorny Karmelitów w Pilźnie – sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia (czy też zgodnie z karmelitańskim duchem – Szkaplerznej). Nie obyło się od małej wpadki, bowiem nasze pierwsze kroki skierowaliśmy do kościoła parafialnego Św. Jana Chrzciciela. Ale nic nie szkodzi. Dzięki temu mogliśmy choćby tylko rzucić okiem na tę piękną, starą budowlę. Na szczęście w niewielkim Pilźnie niedaleko było do naszego miejsca docelowego. O historii świątyni opowiedział nam pan kościelny, a o 7.30 odprawiona została w kaplicy cudownego obrazu Msza Święta koncelebrowana (dwóch zakonników i nasz ksiądz opiekun, Piotr Róż), m.in. w intencji pielgrzymów z Gorlic.
W dalszą drogę udaliśmy się w kierunku Dębicy. W Pustkowie – Osiedlu, w kościele p. w. Św. Stanisława BM przyjął nas bardzo serdecznie ksiądz proboszcz, Roman Woźny. Opowiedział o historii miejscowości, nowoczesnym kościele, pokazał też mniejszy kościółek obok, pełniący funkcję kaplicy pogrzebowej. Ksiądz i jego parafianki ugościli nas na plebanii kawą, herbatą i ciastem. Następnie ksiądz proboszcz powiódł nas do muzeum poligonu SS i obozu z czasów Drugiej Wojny Światowej. Po nawiedzeniu tego smutnego miejsca udaliśmy się na obiad i pożegnaliśmy gościnnego księdza Romana.
Drogę powrotną w kierunku Gorlic urozmaiciły nam trzy przepiękne kościółki na szlaku architektury drewnianej w Skrzyszowie i w Tarnowie.
W Skrzyszowie jest to szesnastowieczny kościół p. w. Św. Stanisława BM – największy drewniany w województwie małopolskim, budowla zrębowa, czyli wzniesiona bez użycia gwoździ.
W Tarnowie nawiedziliśmy dwa drewniane kościółki. Najpierw obejrzeliśmy kościół p. w. MB Wniebowziętej „na Burku” należący do parafii MB Szkaplerznej, która ma siedzibę w nowym, większym kościele. Ale to tu, w tym małym, wiekowym czeka na pielgrzymów i rozdaje łaski uśmiechnięta Matka Boża Szkaplerzna.
Ostatni na naszej trasie był maleńki, drewniany kościółek, wciśnięty między torami kolejowymi a drogą wylotową w kierunku Tuchowa (przez lata gdy królowały na torach parowozy musiał być obity blachą, aby nie spłonął od snopu iskier). Jest to kościół pod wezwaniem Trójcy Przenajświętszej „na Terlikówce”.
Około godziny osiemnastej szczęśliwie powróciliśmy do Gorlic.














